Dariusz Łukasiewicz – 20 stycznia 2015
Wielki kryzys kapitalizmu 1929 - 1933

Kazano zapomnieć
Na jednej z książek z ostatnich lat wydawca dodał nalepkę w barwach narodowych z napisem “1956 kazano zapomnieć”. Dzisiaj bardziej stosowna byłaby naklejka „1929-1933 kazano zapomnieć”. Po 1989 r. o wielkim kryzysie kapitalizmu nie ukazała się u nas żadna tematyczna książka popularna, aby nie psuć radości z upadku socjalizmu i zwracać uwagę, że przechodzimy z deszczu pod rynnę. Tak to określił poznański socjolog Jacek Tittenbrun.
Historycy po 1989 r. masowo, „bezkompromisowo i odważnie do szaleństwa” zaatakowali PRL, nie licząc się z konsekwencjami, a właściwie z brakiem konsekwencji. Przed 1989 r. równie wściekle i ryzykując czymkolwiek atakowali II Rzeczpospolitą jako pokraczny produkt kapitalistycznego systemu. Zmiana poglądów i odwaga idą w parze. Wodnej.
Główny nurt dyskursu o przeszłości uformował się u nas prawie wyłącznie wokół ważnych rocznic walk z socjalizmem (1956, 1968, 1970, 1976, 1980, 1981, 1989), dając okazję do wychwalania pod niebiosa dzielności obecnych elit. Nota bene, walki te wynikały z siły ludu i jego wysokiej pozycji, a nie jego słabości. Z której bierze się dzisiejszy brak walk jakichkolwiek, będący skutkiem atomizacji, indywidualizacji, niszczenia związków zawodowych i życia politycznego, zaniku obywatela na rzecz konsumenta i intensywnej propagandy medialnej.
Tak więc o wielkiej katastrofie kapitalizmu, której skutkiem był nazizm, prawie się nie wspomina, a sam nazizm w mediach traktuje się jak skutek nacjonalistycznego i antysemickiego szaleństwa oraz chuligaństwa. Gorzej, o wiele gorzej – nazizm wymienia się jednym tchem z komunizmem jako dwie ateistyczne zarazy nowoczesności. Chociaż hitleryzm był dokładnym przeciwieństwem komunizmu, a robotnicy masowo i zwykle głosowali na socjaldemokrację i komunistów. Podobnie zresztą środowiska katolickie: mimo kryzysu trzymały się swych partii Centrum i BPV.
Jeszcze w 1932 r. SPD i KPD miało 37%, a Centrum i BPV 15% w wyborach do Reichstagu. Z kolei w 1912 r. SPD była najsilniejszą partią w Reichstagu, co wywoływało przerażenie wśród klasy średniej i wyższej, wówczas jednak niedemokratyczna ordynacja uniemożliwiała lewicy rządzenie. Narodowy socjalizm z socjalizmem miał tyle wspólnego, co  poprzedniczka NSDAP, Niemiecka Partia Robotnicza z robotnikami. Wywodziła się z opartego na resentymentach i prostych hasłach prawicowego, nacjonalistycznego ruchu volkistowskiego.
Ideały Hitlera odwoływały się także do szeregu całkiem zdrowych egalitarnych odruchów, które mogły pociągać. Nowy świat nazistów miał zniszczyć przedziały klasowe, zniwelować wpływ pochodzenia społecznego na życie, wynagrodzić pracę i zdolności. Naród miał tworzyć wspólnotę, a nie zbiór egoistycznych, izolowanych indywiduów. Awansować mieli najlepsi, ale Niemcy. Towarzyszył temu więc paraliżujący system nacjonalizm, nienawiść wobec Żydów, Słowian, lewicy i rozmaitych mniejszości. Homoseksualistów uznawano za najgorszą zarazę, chorych psychiczniebarbarzyńsko eksterminowano. Internacjonalizmowi marksistów Hitler przeciwstawiał nacjonalizm. Jednak realnie dla ludzi antysemityzm w NSDAP stanowił mniej ważny powód wstępowania do ruchu. Liczyła się solidarność wspólnoty narodowej i nadzieje na lepsze i spokojne życie, rodzinę i dzieci.
W ruchu znaleźli się od razu żołnierze źle potraktowani po wojnie i cywile zagrożeni przez kryzys i utratę pracy. Znaczną rolę odgrywało też upokorzenie nieoczekiwaną i niespodziewaną klęską wojenną. Niemcy miały zapłacić 226 miliardów marek w złocie reparacji wojennych.
Hitler nie wygrałby, gdyby nie wsparcie finansowe kapitalistów. Najpierw Hitlera masowo poparli drobnomieszczanie i klasa średnie, ale wielki biznes ruszył, jak tylko szala sukcesów wyborczych przechyliła się na stronę nazistów. Hitler w rozmowach z konserwatywnymi elitami wielokrotnie deklarował, że jego celem jest walka z komunistami, co wywoływało zadowolenie. Najpierw zaraz po wyjściu z więzienia w 1924 r. w rozmowie z premierem Bawarii.
Wpływy partii wśród robotników, gdzie dominowała lewica były słabe, zdecydowanie większe na wsi i w małych miasteczkach. O tym jednak dzisiaj mówić nie wolno, bo biznesmeni w mediach są wymieniani jednym tchem z papieżami i świętymi, a medialny obraz świata musi być jasny i prosty.
Musimy też mieć świadomość, że w okresie wybuchu kryzysu 1929 r. Hitler niewiele wspominał o Żydach. „Akcent był położony na bankructwo wewnętrzne i zewnętrzne systemu weimarskiego, wyzysk ze strony międzynarodowej finansjery i cierpienia zwykłych ludzi, katastrofalne konsekwencje gospodarcze rządów demokratycznych” (Ian Kershaw, Hitler 1889-1936. Hybris, 2001). Niemcy cały czas spłacały ogromne reparacje wojenne, co uniemożliwiało rządowi przeciwdziałanie kryzysowi. Nacjonalistyczna propaganda nazistów trafiała w tej sytuacji na podatny grunt. Jak wiadomo z badań, członkowie NSDAP także niewiele przejmowali się antysemityzmem, natomiast w obliczu zagrożenia bezpieczeństwa jednostkowego duże wrażenie robiły na nich hasła wspierającej się wspólnoty narodowej.
Tymczasem rząd republiki weimarskiej, chcąc doprowadzić do zniesienia narzuconych Niemcom za karę, po I wojnie światowej, spłat reparacji wojennych, nie podejmował walki z kryzysem do 1932 r. Wśród Niemców narastała nędza, wrogość do Weimaru i lęk pchający ich albo w stronę KPD, albo do popierania NSDAP. W rezultacie po dojściu Hitlera do władzy jego natychmiastowe energiczne działania połączone ze zmianą koniunktury wydawały się rewolucyjną i błogosławioną zmianą na lepsze.
Ideologia NSDAP była więc ideologią bardziej wynędzniałej klasy średniej. Wspierała etatyzm, ale pomoc państwa skierowana była w postaci tanich kredytów do drobnych przedsiębiorców, przemysłu i rzemiosła. Rząd działał wyraźnie przeciw związkom zawodowym i spółdzielniom, które zmiażdżono jak w neoliberalizmie. Naziści ostro atakowali wielkie domy towarowe, które odbierały klientelę drobnym sklepikarzom, jednak były to tylko pozory, realnie nic nie zrobili da zmiany sytuacji.

Trzy katastrofy Niemiec
Trzeba pamiętać, że Niemcy dotknęły aż trzy katastrofy w krótkim odcinku czasu, które zniszczyły życie najwyżej rozwiniętego ekonomicznie w Europie narodu. Najpierw ciężkie lata pierwszej wojny światowej, miliony zabitych, a więc rodziny pozbawione jedynych żywicieli. Ponadto prawie dwa miliony żołnierzy padło ofiarą grypy hiszpańskiej między marcem a lipcem 1918 r. W armii służyło prawie 13 mln Niemców, a więc 1/5 populacji, co całkowicie dezorganizowało życie kraju. Dwa miliony Niemców zostało zabitych, a 5 mln rannych.
Do tego w kraju narastały problemy materialne. Wprowadzono system kartkowy, znany doskonale mieszkańcom schyłkowego PRL-u. Skutki pierwszej wojny światowej były dla Niemców katastrofą całkiem niespodziewaną i szokującą. Front zachodni trzymał się prawie do samego końca wojny, a na froncie wschodnim Rosjanie zostali przez wojska Kajzera całkowicie rozgromieni. Rosja wschodnia była przez Niemców okupowana jeszcze w 1918 r.
O rewolucji 1918 r. w Niemczech pisze Ian Kershaw: „Rewolucja nie została sfabrykowana przez sympatyków bolszewików i nie patriotycznie nastawionych wichrzycieli, lecz wyrosła z głębokiego rozczarowania i rosnącego niepokoju, jakie pojawiły się już w 1915 r., a od 1916 roku przemieniły się w końcu w potok niezadowolenia. Społeczeństwo, które zdawało się wchodzić w wojnę w patriotycznym uniesieniu, kończyło ją kompletnie rozbite i załamane przeżytymi doświadczeniami.
” Kobiety musiały wystawać w coraz dłuższych kolejkach po żywność, a zarazem zatrudniały się w fabrykach, kierowały tramwajami, prowadziły gospodarstwa rolne i, co oczywiste, nie traktowały tego jak równouprawnienia, ale dramatyczną traumę. Powróciło zapomniane zjawisko głodu. 750 000 Niemców zmarło z niedożywienia! W 1917 r. przydziały kartkowe spadły poniżej 1000 kcal dziennie. Nie było węgla, co oznaczało chłód. Kryzys lat 80-tych w PRL był w porównaniu do tego miłą odmianą, z brakiem pomarańczy i szynki jako zasadniczym problemem. Narastała wściekłość i frustracja Niemców. Już wtedy w 1918 r. Żydzi stali się zastępczym obiektem złości i kozłem ofiarnym. Grube ryby w limuzynach, futrach, cylindrach i z cygarami w ustach wzbudzały coraz większą agresję.
„Hitler, jak zwykło się niegdyś powszechnie przyjmować, był logiczną konsekwencją wad tkwiących głęboko w charakterze Niemców, kulminacją wypaczonej historii, deformacją zrodzoną przez skłonność do autorytaryzmu, militaryzmu i rasizmu. Nigdy zbyt wiele nie przemawiało za tak błędną oceną przeszłości” – pisze Kershaw. Problemem były nie Niemcy, ale wojna, kryzys, nędza i kapitalizm. Kumulacja problemów uruchamiała dalsze wynikające z lokalnej, niemieckiej historii. Problemy rozwoju Niemiec na tle Francji i Anglii były typowe „dla nowoczesnego, wysoko rozwiniętego, kulturalnie zaawansowanego, uprzemysłowionego społeczeństwa” - jak stwierdza ten sam autor. „Kryzys był dla Hitlera jak tlen – potrzebował go aby przetrwać.
” Kryzys nasilił się w 1923 r. Szalała inflacja, za dolara przed wojną płacono 4,2 marki, w styczniu 1923 r. 17.972 marki, w sierpniu 4.620.455, we wrześniu 98.860.000, w październiku 25.260.280.000, 15 listopada – 4,2 biliona. Kiedy doszło do puczu monachijskiego w 1923 r., gazeta kosztowała 5 miliardów marek. Oznaczało to ruinę materialną zwykłych ludzi i katastrofalne skutki psychologiczne.
Raporty rządowe o nastrojach społecznych były przerażające. Prawica i lewica radykalizowały się, kraj ogarnęła fala strajków. Na fali coraz większej nędzy wzrastały wpływy zarówno licytujących się w radykalizmie komunistów, jak i nazistów. W Hamburgu doszło do zamieszek, komuniści zaatakowali posterunki policji. Zginęło ich 24 i 17 policjantów. Władze reagowały wszędzie ostro wobec wystąpień lewicowych i bez przekonania wobec prawicowych.
Od 1925 r. było kilka lat spokoju i prosperity. Budowano wtedy w Republice Weimarskiej dzięki publicznym nakładom 300 tys. mieszkań rocznie (trzy razy tyle, co w obecnej Polsce, mimo ówczesnej prymitywnej technologii). Wzrosły znacząco realne płace i zabezpieczenia socjalne. Pojawiły się wielkie, ale jak się miało zaraz okazać, niespełnione nadzieje. Rodziło się społeczeństwo masowej konsumpcji z wzrastającą ilością samochodów i aparatów radiowych, kin, sal tanecznych i stadionów sportowych. Modny był jazz i shimmy. Nadal pozostawały jednak ogromne dysproporcje społeczne, a nowoczesna kultura z awangardą więcej osób odstręczała niż przyciągała. Kolejne uderzenie kapitalizmu w znękanych Niemców nastąpiło w 1929 r. Dramatyczne w skutkach stało się cofniecie przez Amerykę pogrążającą się w kryzysie kredytów dla niemieckiej gospodarki. W styczniu 1929 r. były 3 miliony bezrobotnych, gdy rok wcześniej 2 miliony. W 1930 r. już 6 mln - 1/3 siły roboczej znalazła się na bruku, a zarobki reszty zmniejszyły się średnio o kolejną 1/3. Jednak doliczyć trzeba rodziny pracowników znajdujące się na ich utrzymaniu oraz dodatkowy milion bezrobotnych niezarejestrowanych, kryzys w rolnictwie, wśród kupców i drobnych rzemieślników. I to nie koniec. Podobnie jak dzisiaj, bezrobocie znacznie mocniej niż inne grupy wiekowe dotykało młodzież w wieku 18-30 lat, co tworzyło zapalczywe i wkurzone kadry dla bojówek nazistowskich. Podobnie jak dzisiaj, maturzyści masowo szli na studia, bo nie było dla nich pracy. (Deutschland in der Weltwirtschatskrise in Augenzeugenberichten, opr. Wilhelm Treue, 1967). Dopiero w 1927 r. Republika Weimarska wprowadziła stały zasiłek dla bezrobotnych, co na skalę Europy było wielkim postępem. Jednak wypłacany był krótko, po czym bezrobotny przechodził na utrzymanie lokalnej opieki społecznej.
Długotrwale bezrobotni coraz bardziej tracili inicjatywę i nadzieję na poprawę własnego losu. Zaczynała się utrata poczucia czasu, ludzie przestali wychodzić z domu dopóki ich stamtąd nie wyrzucono i popadali w marazm. Zabrzmi to nieładnie, ale naziści aktywizowali tych ludzi, wciągali bezrobotnych do formacji paramilitarnych, gdzie odzyskiwali oni poczucie wartości. KPD i SPD tego rodzaju propozycji nie dawały.
Zapaść była straszliwa. Produkcja dóbr konsumpcyjnych w latach 1931-1932 spadła do połowy poziomu sprzed kryzysu. Nie był to kryzys inflacyjny jak w Polsce lat 80-tych, przeciwnie, ceny spadały, i to aż o 1/3 w 1932 r. w porównaniu do roku 1928. Wraz z cenami – jeszcze bardziej płace, tak że wynagrodzenie REALNE wśród pracujących spadło przeciętnie do 87% z roku 1928. I to jeszcze nie wszystko, bo znaczna część nie była zatrudniona w pełnym wymiarze godzin. Umowy śmieciowe już kiedyś były i nie były skutkiem żadnej elastyczności, ale głębokiego kryzysu!
Elastyczność w Niemczech była nieporównywalna do jakiegokolwiek innego kraju, ponieważ poprzedzały go wcześniejsze katastrofalne doświadczenia hiperinflacji z lat 1923-1924, a przecież i trudne lata wojenne. Dla Niemców kapitalizm stał się ustrojem permanentnego zagrożenie podstaw egzystencji. Kryzys amerykański był po 1929 r. równie głęboki, ale wcześniej była prosperity wojny, na której USA zarobiło…
Bezrobocie panowało nie tylko wśród młodych, także wśród artystów. Wzrastała liczba samobójstw. W samym Berlinie w ciągu trzech pierwszych miesięcy 1930 r. życia pozbawiło się 421 osób, rok później 474 osoby. Mężczyźni byli z pracy zwalniani, a kobiety zatrudniane, bo można im było mniej płacić. Np. wśród młodych nauczycieli było aż 20 tys. bezrobotnych, ale feminizacja zawodu bardzo rosła. Bardzo rosło też bezrobocie wśród młodzieży poniżej osiemnastego roku życia. Skutki kryzysu w 1930 r. objawiały się nie tylko w bezrobociu, ale też występowało coraz szerzej zjawisko głodu, w zimie coraz więcej bezdomnych Niemców zamarzało, rosło zjawisko braku mieszkań, dużego wzrostu cen wynajmu i bardzo nasilała się przestępczość.
Urząd Statystyczny Rzeszy przebadał dokładnie konsumpcję 869 rodzin robotniczych. Wydatki dzienne na wyżywienie dzieci były znacznie poniżej minimum koniecznego do prawidłowego rozwoju, w wypadku dzieci bezrobotnych nawet 2- lub 3-krotnie. Na ulicach Berlina wzrosła liczba biedaków proszących o wsparcie. Badania ministerstwa zdrowia wykazały duży wzrost zachorowalności dzieci z powodu osłabienia, wynikającego z niedożywienia, np. anemii, zawrotów głowy, omdleń, szkorbutu. W diecie brakowało owoców i warzyw, a więc witamin. Odnotowano ponowny wzrost śmiertelności niemowląt. (Deutschland in der Weltwirtschatskrise in Augenzeugenberichten, opr. Wilhelm Treue, 1967)
Już od zimy 1928/1929 r. poparcie dla NSDAP zaczęło rosnąć. Hitler w swoich przemówieniach kładł wówczas nacisk na bankructwo systemu weimarskiego, wyzysk ze stront międzynarodowej finansjery i nędzę zwykłych ludzi. Jeden z nazistów w 1930 r. pisał o motywach decyzji wstąpienia do partii: „Okrutne brzemię kryzysu groziło załamaniem życia gospodarczego i zatrzymaniem go w martwym punkcie. Tysiące fabryk zatrzymało swoje podwoje. Głód stał się codziennym towarzyszem niemieckiego człowieka pracy. A do tego trzymany przez Żydów bat symulowanego niedostatku, który wypędził ludzi pracy z ich domów na ulice, żebrać u chłopów jedzenie (...) Jeżeli chodzi o mnie tak jak wielu innych straciłem wszystko co posiadałem przez niepomyślne warunki ekonomiczne i dlatego na początku 1930 roku wstąpiłem do partii narodowosocjalistycznej.” Tysiące ludzi, którym kryzys zrujnował życie, zapisywało się do partii z nienawiści do Weimaru, który czynili za wszystko odpowiedzialnym.
Po dojściu do władzy naziści zaczęli energiczne etatystyczne pobudzanie gospodarki, roboty publiczne i zbrojenia które wraz z naturalną poprawą koniunktury prowadziły do tworzenia nowych miejsc pracy i szybkiej poprawy sytuacji. W 1939 r. zasoby wolnej siły roboczej były nawet mniejsze niż potrzeby rynku. Już w 1934 r. liczba bezrobotnych zmniejszyła się o połowę w stosunku do 1932 r., a w 1936 r. spadła do poziomu sprzed kryzysu z 1928 r., najlepszego roku w historii republiki weimarskiej.

Wielki Kryzys w Polsce
Wielki Kryzys oczywiście dotknął i Polskę. Stał się jednym z fundamentalnych, a kompletnie dzisiaj zapomnianych doświadczeń pokolenia budującego PRL. Mimochodem tylko wielcy intelektualiści, początkowo opowiadający się za komunizmem, (Leszek Kołakowski, Zygmunt Bauman, Tomasz Miłosz, Jerzy Baczko) wspominali, że PRL był tworzony przez ludzi, których traumą życiową było załamanie się całego świata egzystencji zwykłych ludzi w latach 1929-1935. Zdawało się, że kapitalizm po prostu nie działa, że prowadzi jedynie do nieszczęścia i zagłady milionów. Nazizm interpretowany był, słusznie, jako skutek kryzysu kapitalizmu. Ludzie ci do dzisiaj rozumieją kapitalizm lepiej, niż dzieci III RP, które nie słyszały niczego oprócz neoliberalnej propagandy. Te uważają, że jest źle, bo bardzo u nas niskie podatki są za wysokie, a „dola-ż moja, dolo” przedsiębiorcy jest straszna.
Tymczasem Czesław Miłosz w książce „Wyprawa w Dwudziestolecie” zamieścił jasne relacje robotników o ich ówczesnej sytuacji. „11 listopada 1931 rok. Na śniadanie była wczorajsza zupa, obiadu żona nie gotowała. Ja przyjechałem w nocy. Zjadłem kawałek chleba, nic nie załatwiłem, mieli przyjmować w fabryce octu. Za kolej nie płaciłem, jechałem na gapę. 12 listopada 1931 rok. Na śniadanie zupa kartoflana. Już mi obrzydła, ale jak nie ma czego innego, to trzeba i to jeść.
” „Z początku kwietnia ostatecznie wymówiono mi posadę, a ja miałem trochę zaoszczędzonych pieniędzy, więc dnia 30 kwietnia wieczorem wyjechałem do Gdyni (...) Zaraz po przyjeździe do Gdyni dowiedziałem się, że tam o pracę bardzo trudno, a poza tym życie bardzo drogie i zupełny brak mieszkań.
” W mojej rodzinie też jest doświadczenie traumy wielkiego kryzysu 1929 r. W rękopisie pamiętników dziadka jest szereg zapisów na ten temat. Przed kryzysem powodziło mu się lepiej i gorzej, w 1929 r. zarabiał nawet 280 zł, co było pensją dobrą. Robotnik miał 60-100 zł, nauczyciel podstawówki 100, gimnazjum 300, i to już było bardzo dobrze. Profesor zarabiał tyle co generał dywizji, 1200 zł. Chociaż różnie to też wyglądało w różnych latach. Dziadek pisał o swoim uposażeniu:
„W tym czasie był to ładny grosz... Wydawałem około 113 złotych miesięcznie na zapłacenie mieszkania, radia i żywności. Mieszkaliśmy w bodaj dziesięciometrowej izdebce  gdzie powietrze łapaliśmy tylko przez okno. Szczęście, że był prąd.” W końcu jednak jak pisze „wpadłem w falę bezrobotnych”, „roboty żadnej”.
”Gdzieś tam na mieście miałem znajomego kolegę mierniczego przysięgłego – dał mi zarobić na miesiąc 5 złotych. Brałem prowianty u znajomego kupca Żyda z miasta, a ten mnie namówił, ażebym chodził do wsi i kupował artykuły mleczarskie, jak ser, jaj, masło i śmietanę i dostarczał to jemu do sklepu. To robiłem. Zarabiałem na tym 60-90 groszy dziennie. Wystarczyło na jeden dzień, ale co dnia nie można było tego za robić. Miałem w tym czasie dzień, kiedy od znajomego wieśniaka zarobiłem litr śmietany, kopę (60) jajek i kilka kilogramów kukurydzianki. Kolega pomagał mi, dawał po 5-6 bochenków chleba... a ba były dni, kiedy nie wstydziłem się, a odnosiłem pakunki na miasto za 20-50 groszy. Był grosz na chleb lub ziemniaki. Był okres kiedy od znajomych brałem datek 20 groszy niby na papierosy. Żyliśmy podle. Były okresy, kiedy naszym pożywieniem były tylko ziemniaki i kapusta z odrobiną tłuszczu do smaku, a śniadanie – mleko i razowy chleb.”
Zasiłek dla bezrobotnych wynosił kwit do piekarni na chleb – codziennie kilogram, do tartaku na opał i 20 złotych zapomogi w gotówce z magistratu. Różne jeszcze były przejścia w latach 1930-1934, aż w końcu udało się zdobyć pracę w magistracie po półrocznej bezpłatnej pracy niewolniczej jako wolontariusz. Wolonatariat wtedy? Ano właśnie. Tylko wtedy jeszcze nie wymyślono, że to dobrze i elastycznie.
Po czym pensja 100 zł miesięcznie. „Mieszkanie 24 złote, dług w sklepie – rata 20 złotych, a za 56 złotych można było kupić tylko tyle ile było nas stać. Tu i tam szukałem zajęcia – zarabiałem  ubocznie, ale grosze, a to za odbitki planów katastralnych, wywieszki, afisze, które sam pisałem i rozklejałem i tylko tyle. Gdzieś tam w którymś roku zarobiłem i w magistracie przy pisaniu upomnień do ZUS…
” Sto złotych przy dwójce małych dzieci i niepracującej żonie było pensją marną okropnie, cały czas było więc rozglądanie się za powiększeniem dochodów. „Starania moje szły po linii dorobku.  Miałem brata stryjecznego Tadzika... W on czas był inspektorem PZUW i dawał mi pracę zleconą domową. Zarabiałem po 50 do 70 złotych miesięcznie”, jednak było to dorywcze. Stopniowo jednak rosły zarobki w magistracie, aż doszły z nadgodzinami popołudniami do 180 zł. „Dostatku nie mieliśmy w rodzinie, a to dlatego, że spłacało się długi żywnościowe z okresu bezrobocia.”
Bywało jednak, że prezydent miasta spojrzał łaskawym okiem i na Nowy Rok dał zapomogę 100 złotych, „i tak się jakoś pchało”. Pradziadek kolejarz dawał 3 tony deputatu tańszego węgla, dzięki czemu można było przetrwać zimę.

Powrót do poprzedniej strony