Spór o Kartę Praw Podstawowych

Odchodzący rok przyniósł w naszym kraju polityczny przełom – partia Prawo i Sprawiedliwość straciła władzę. Chociaż nie całkowicie, gdyż zachowała urząd prezydenta. Do przełomu doszło raczej nieoczekiwanie. Jarosław Kaczyński nie musiał rozpisywać przedterminowych wyborów, mógł rządzić nadal, z przystawkami lub mniejszościowo. Zgubiła go żądza władzy absolutnej i pycha. Nadmiernie pewny sukcesu przelicytował, choć dziś za nic się do tego nie przyzna. Platforma Obywatelska wygrała tak wysoko nie dlatego, że przedstawiła przekonujący, alternatywny plan polityczny, bowiem takiego nie miała, ale dlatego, że udało się jej przekształcić wybory w plebiscyt: za, czy przeciwko „kaczyzmowi” i dzięki temu wywołać wrażenie rzeczywistej alternatywy. Takie wrażenie, jeśli nawet pozorne, rodzi zobowiązania, staje się rodzajem społecznego weksla, który – nie wykupiony – grozi bankructwem. W polityce bowiem, jak powiadał Jan Szczepański, sprawy mają się nie tak, jak naprawdę wyglądają, lecz tak, jak ludzie o nich mniemają.
Zatem w roku, który się zaczyna, rządząca koalicja, a przede wszystkim jej wiodąca partia PO, zostanie poddana sprawdzianowi wiarygodności nie tyle poszczególnych wyborczych zobowiązań, lecz zasadniczej orientacji politycznej; tego mianowicie, czy reprezentuje ową alternatywę wobec PiS, której wyborcy po niej – słusznie czy mylnie – oczekiwali. W tym sprawdzianie, stosunek do unijnej Karty Praw Podstawowych będzie miał, z kilku powodów, znaczenie kluczowe.
Karta – jak głosi jej preambuła – potwierdza wartości i kodyfikuje prawa człowieka i podstawowe wolności wynikające zarówno z europejskich tradycji konstytucyjnych, jak i z zobowiązań międzynarodowych podpisanych już przez państwa UE, oraz z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zapisano w niej wszystkie te prawa i wolności, które są niezbywalnym atrybutem demokratycznego państwa prawa i których, w części przynajmniej, rząd PiS usiłował Polskę pozbawić. Karta zabrania m.in. traktowania ludzi przez służby państwowe w sposób poniżający, gwarantuje domniemanie niewinności i prawo do obrony, zakazuje stosowania odpowiedzialności zbiorowej i pozasądowej. Zabrania też wszelkiej dyskryminacji z jakichkolwiek powodów, zobowiązuje do tolerancji. W rozdziale „Solidarność”, zawiera postanowienia o podstawowych prawach socjalnych. Trudno o lepsze i bardziej wyraziste odcięcie się od sprzecznych z zasadami demokracji poglądów i obrażających te zasady praktyk rządu PiS, niż jednoznaczna akceptacja Karty, co zresztą PO w kampanii wyborczej obiecała.
Wielu znawców prawa zwraca uwagę na po części symboliczny charakter Karty, gdyż wynikające z niej prawa i zobowiązania wiążą Polskę również z mocy wcześniejszych konwencji i porozumień, których przyjęcie warunkowało członkostwo w UE. Rzecz jednak w tym, że poprzez Kartę stają się one integralną częścią ustawodawstwa unijnego, zobowiązują nie tylko poszczególne państwa, lecz wspólnotę jako całość. Zatem Karta stanowi ważny czynnik umacniający integrację, jest krokiem od konfederacji wspólnego rynku ku europejskiej federacji, z tożsamością polityczną oraz wspólnotą systemu prawnego, polityki socjalnej, obronnej i zagranicznej. Od postępu w tym kierunku, zależy przyszłość UE. Na poziomie jedynie wspólnoty gospodarczej nie da się jej utrzymać i poszerzać; będzie nieustannie rozdzierana i osłabiana anachronicznymi waśniami i przesądami państw narodowych.
Przyczyna oporu PiS i części episkopatu wobec Karty, w istocie tkwi w odrzucaniu tej integracyjnej perspektywy. Nie mając odwagi wystąpić z tym otwarcie, obłudnie wysuwają zmyślone powody: straszą eutanazją, małżeństwami homoseksualnymi i innymi, podobnymi „nieszczęściami”, którymi zresztą Karta w żaden sposób nie zagraża. Walka o nią jest dziś jednoznaczna z walką o integrację europejską, o przyszłość wspólnoty. Wielka Brytania, która także pozostaje w opozycji do Karty, od dawna hamuje europejskie procesy integracyjne. Ma do tego jednak trochę racjonalnych powodów we wciąż nie wygasłej do końca poimperialnej spuściźnie pozaeuropejskich powiązań i zobowiązań.
Polski eurosceptycyzm jest czysto irracjonalny i – biorąc pod uwagę naszą słabość gospodarczą i położenie – wysoce niebezpieczny. Premier Tusk podpisał traktat reformujący z tzw. protokołem brytyjskim, ograniczającym moc obowiązującą Karty. Uzasadnił to względem na ratyfi kację traktatu, gdyż bez zgody PiS, nie ma w sejmie dwu trzecich niezbędnych do jej dokonania. Przyjmując to za dobrą monetę, po ekspresowej ratyfikacji traktatu, należy domagać się niezwłocznego podjęcia formalnych kroków w celu podpisania i ratyfi kowania również Karty w trybie zwyczajnym, jeśli to możliwe, bądź w drodze referendum. Tylko tak rząd PO–PSL może uwiarygodnić się przed społeczeństwem.


Powrót do poprzedniej strony